W moją pierwszą wyprawę do Nowej Zelandii wybrałam się zimą, w mroczny i mglisty poranek, który w filmach zwykle nie zwiastuje nic dobrego. Gdyby całą podróż samolotem wyobrazić sobie jako zmontowaną w przyspieszonym tempie filmową sekwencję, to jej pierwszym ujęciem byłby osnuty mgłą i dymem krajobraz styczniowej Polski, ostatnim zaś głęboki, wielki błękit południowego Pacyfiku, z widocznymi na nim dwiema zielonymi wyspami. Kiedy wylądowałam, był środek lata.

podroz do nowej zelandii

Raj odzyskany

Aotearoa to przede wszystkim majestatyczne krajobrazy, endemiczna flora i fauna oraz połączenie tradycji kulturowych Oceanii i Europy. Na każdym kroku mam wrażenie bycia odkrywcą i jest to nie tyle magia nowego miejsca, ile poczucie, że ludzie nie odcisnęli jeszcze na tym kraju bardzo silnego piętna. Nowa Zelandia, ze względu na swoją izolację, jest jednym z najpóźniej zasiedlonych obszarów ziemskich. Około XIII wieku dotarli na wyspy Polinezyjczycy, a dopiero pod koniec XVIII wieku Europejczycy.

W przesyconym zielenią pejzażu Nowej Zelandii wyraźnie widoczny jest związek z naturalnym porządkiem naszej planety. Bez betonowych śladów człowieka na horyzoncie, krajobraz odgrywa główną rolę, ukazując się w swoim pierwotnym kształcie. Mam wrażenie, że odkąd podczas jednego z leśnych spacerów trafiłam na ukryty za kurtyną paproci wodospad, zmieniło się moje rozumienie słowa raj. Nowozelandzki las, a raczej rodzima dżungla, która pokrywa około 25% powierzchni kraju, to wyjątkowy i ściśle chroniony ekosystem. Ewoluował on bez ingerencji ssaków i pozostaje domeną rozmaitych gatunków ptaków (także nielotów) żyjących w nieprzeniknionej zieleni drzew i krzewów. Do endemicznych gatunków roślin należy gigantyczna paproć drzewiasta, zwana silver fern, która jest symbolem tego wyspiarskiego kraju. Zanurzam się w świat dźwięków i widoków taki sam, jak przybyli tu przed wiekami Maorysi oraz, długo po nich, kolonizatorzy z okrętu Endeavour. Poza największymi miastami Nowa Zelandia ma małą gęstość zaludnienia i z łatwością można zwiedzać, zwłaszcza południową wyspę, unikając tłumu.

Rzeka-człowiek

W trosce o bezcenną przyrodę swojego kraju Nowozelandczycy sięgają po coraz bardziej kreatywne rozwiązania. W 2017 roku parlament w Wellington nadał rzece Whanganui osobowość prawną. Teoretycznie oznacza to, że gdyby jej prawa zostały naruszone, dwóch przedstawicieli rzeki może wkroczyć na drogę działań sądowych. W kulturze maoryskiej przyroda uosabia przodków i właśnie dzięki staraniom plemion maoryskich rzekę wraz z dopływami objęto wyjątkową protekcją.

W ochronę zasobów naturalnych kraju włączają się również producenci żywności. Popularnym sposobem jest stosowanie upraw ekologicznych oraz dbałość o bioróżnorodność farm. Dotyczy to także winnic, których działalność dodatkowo podlega skrupulatnej certyfikacji. Najbardziej czasochłonnym sposobem ekologicznej uprawy winorośli pozostaje uprawa biodynamiczna. Opiera się ona nie tylko na całkowitym wykluczeniu sztucznych nawozów, ale również na rolnictwie w zgodzie z naturalnym rytmem przyrody (bierze się pod uwagę np. fazy Księżyca) oraz holistycznym zarządzaniu uprawami (płodozmian, allelopatia).

Wino

Kraje Nowego Świata mają stosunkowo krótką tradycję produkcji wina, ale Nowej Zelandii z pewnością nie brak ambicji, aby z najstarszymi regionami winiarskimi konkurować. Aotearoa, mimo swych niewielkich rozmiarów i przewagi klimatu umiarkowanego morskiego, ma warunki do uprawy różnych odmian winorośli, co jest związane z dużą ilością regionów o specyficznym mikroklimacie (od obszarów subtropikalnych na północy po lodowce na południu). Trudno tu o uogólnienia, ale jednym z najważniejszych, a na pewno najbardziej rozpoznawalnych regionów produkcji wina w Nowej Zelandii jest, zlokalizowane na północnym krańcu południowej wyspy, Marlborough. To właśnie Sauvignon Blanc z tego regionu w latach 90. podbiło serca enofilów z całego świata. Typowe nuty tropikalne — limonka, agrest, marakuja połączone z aromatem zielonych szparagów okazały się wystarczająco wyraziste, by kopniakiem wyważyć drzwi do hermetycznego świata kultowych win. Patrząc od północy, region otwiera spektakularny widok na zatopione doliny rzeczne — Marlborough Sounds. To przypominająca fiordy sieć długich zatok tworząca niezapomniany pasaż w głąb południowej wyspy. Dalej na południe, w dolinie rzeki Wairau, leżą osłonięte łańcuchami górskimi słoneczne winnice Marlborough.

Należące do Michaela Seresina 50 ha winnic znajduje się w samym sercu Marlborough, na gliniastych glebach Omaka Valley. W Seresin Estate oprócz sauvignon blanc uprawiamy głównie szczepy burgundzkie — pinot noirchardonnay. Od 30 lat nasz zespół tworzy wina wierne swojemu terroir przy zachowaniu rygorów uprawy ekologicznej i biodynamicznej. Jesteśmy bliscy rolnictwu tradycyjnemu — ziemia obsadzona jest nie tylko winoroślami i drzewami oliwnymi, ale także warzywami, ziołami oraz rodzimą roślinnością. Winorośl spryskujemy wyłącznie preparatami biodynamicznymi na bazie obornika i ziół. Kulturę biodynamiczną zasilają również żyjące u nas zwierzęta: krowy, owce, kozy i pszczoły miodne.

Wszędzie kobiety

Na kluczowych stanowiskach w nowozelandzkich winnicach (i w rządzie) widoczne są kobiety. Nic to dziwnego w kraju, który jako pierwszy na świecie przyznał kobietom prawa wyborcze. Wg danych z 2018 roku płci żeńskiej jest 46% wszystkich zatrudnionych w branży winiarskiej. Wino tworzone kobiecą ręką ma w sobie głębię i intensywność, a jednocześnie subtelność. Jest to szczególnie potrzebne w przypadku krzykliwych, aromatycznych odmian jak typowe nowozelandzkie sauvignon blanc.

W Seresin Estate pozycję winiarza zajmuje Tamra Kelly-Washington. To ona nadaje naszemu sauvignon blanc rozpoznawalny styl i złożoność, dzięki zastosowaniu naturalnej fermentacji oraz ostrożnemu dobieraniu beczek. Tamra, pochodzi z Marlborough, ale wiele lat spędziła, pracując w sycylijskich winnicach i świetnie łączy tradycje włoskie i pionierskiego ducha Kiwi.

Wolne duchy

Podróże po Nowej Zelandii pełne są niezwykłych spotkań, które zaczynają się czasami już w samolocie. Podczas jednego z lotów do Auckland spędziłam kilka godzin, rozmawiając z mężczyzną w stroju Gandalfa (kompletny kostium, łącznie z laską). Oczywiście dla miłośników Tolkiena wyprawa do Nowej Zelandii to tak naprawdę wyjazd do Śródziemia. Dla miłośników wina zaś — odkrywanie mniej znanych regionów i wspaniałych win, w dramatycznym krajobrazie tego wyspiarskiego kraju.

Zauważyłam, że Antypody przyciągają ludzi szukających swojej drogi w życiu oraz tych zmęczonych już obranym kierunkiem. Życzliwość i tolerancja mieszkańców, luźne podejście do norm społecznych i konwenansów pozwalają po prostu odetchnąć i cieszyć się życiem, najlepiej z kieliszkiem schłodzonego sauvignon lub chardonnay w dłoni.

Justyna Hrabska