Kto 10 lat temu wyobrażał sobie smartfony, tablety czy ultralekkie laptopy z mocą setki razy większą niż ówczesne komputery? A te sprzęty zaraz także okażą się przeżytkami, bo najnowocześniejsze technologie mają to do siebie, że rozwijają się piekielnie szybko.  Coraz więcej dziedzin naszego życia w ogromnym stopniu opiera się na nowinkach technicznych. Na szczęście są takie dziedziny, jak winiarstwo, w których wciąż jest miejsce na tradycyjne metody. Inna sprawa, że współczesne winnice coraz częściej sięgają po nowoczesne rozwiązania.

dron

Doskonałym przykładem może być magnat winiarski Bernard Magrez. Trudno podejrzewać 78-letniego Francuza o jakieś szczególne zamiłowanie do nowinek technicznych. Przez całe zawodowe życie dał się raczej poznać jako sprawny biznesmen, minimalizujący koszty tam, gdzie to możliwe. Magrez właśnie zainwestował ponad 200 tysięcy złotych w zakup drona. Zachcianka milionera? Nic z tych rzeczy. Napędzany ośmioma śmigłami dron jest w stanie w ciągu godziny patrolować teren winnicy o powierzchni ponad 10 hektarów. Dla porównania – do pilnowania takiego samego obszaru Magrez do tej pory musiał zatrudniać około 20 osób.

W ten sposób bezduszne roboty pozbawiają pracy strażników francuskich winnic. Ale jeśli jednocześnie znacznie obniżą się koszty funkcjonowania tego biznesu – a wraz z tym cena wina na półce – chyba nie będziemy żałować.

Wkrótce pewnie drony i inne roboty zaczną wyręczać nie tylko strażników, ale również innych pracowników. Na razie jedna z restauracji dla narciarzy, położona w Alpach na wysokości 2200 metrów, wykorzystała drona do ekspresowego sprowadzenia dla klientów butelki szampana. Trzeba przyznać Francuzom, że mają rozmach!

Iwona Tarnowska-Ciosek
Zdjęcie drona: www.bernard-magrez.com