Zaraz, ale jak to? Przecież jest tyle wspaniałych win hiszpańskich. Takie Toro na przykład, potęga owocu opakowana w dąb przez młodych, zdolnych winiarzy. Taniej na ogół. I też z tempranillo. A pomnik – symbol – najdroższe hiszpańskie wino w jednym, czyli Vega Sicilia? Toć to Ribera del Duero, a nie Rioja. Ta sama Ribera del Duero, która stała się tak cudownie modna, tuż po tym jak nieco opadło szaleństwo mody na Priorat, a zanim modne stało się Toro.

Robert Parker w ekspresowym tempie dystrybuuje swoje „90 +” w Murcji, Walencji i innych siedliskach monastrella. A Rioja? A Rioja trwa. Przymrużonym okiem patrzy na mijające mody, na Parkera i na monastrella. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego zamówiwszy copa de tinto gdzieś w Maladze czy innej Grenadzie, domyślnie dostaliście kieliszek Rioja? Bo to właśnie potęga tradycji, rozpoznawalność i przywiązanie sprawiają, że Rioja i czerwone wino hiszpańskie są pojęciami tożsamymi.

Jak to się zaczęło?

Jak zwykle, można by powiedzieć: Fenicjanie, Kartagińczycy, wreszcie Rzymianie – tak to się zazwyczaj odbywało na całym Półwyspie Iberyjskim. Legiony wszak musiały coś pić. Szlak pielgrzymi do Santiago de Compostela też pomógł. Szlak przechodzi obok Rioja, pielgrzym przechodzi po szlaku, a popyt na wino przechodzi oczekiwania. Nas jednak interesują nowsze dzieje. Takie postaci jak Don Manuel Esteban Quintano czy Pułkownik Luciano de Murrieta, którzy w XVIII i XIX wieku zaimportowali z sąsiedniej Francji, a konkretnie z Bordeaux, nowoczesne techniki winiarskie, które nadały nowego kształtu winom z Rioja. Najważniejszym novum było zastosowanie dębowych beczek, dzięki którym jakość wina wzniosła się na nieznane dotąd wyżyny, a przede wszystkim wzrosła ich trwałość, co pozwoliło na eksport do Anglii i dalej. Tak zaczęła się międzynarodowa kariera regionu.

Drugim przełomowym momentem była, o paradoksie, epidemia filoksery w XIX wieku. Rioja długo opierała się zarazie, a kiedy ta w końcu dotarła, znane były już techniki radzenia sobie z chorobą (szczepienie na odpornych podkładkach). Tymczasem winiarstwo w Bordeaux, reszcie Francji i Europy leżało w gruzach zdziesiątkowane przez filokserę. Popyt na wino przerastał wielokrotnie podaż i Rioja nie omieszkała z tego skorzystać. Wtedy też przenieśli się tu liczni doświadczeni winiarze z Bordeaux, co również przysłużyło się jakości win. Wzorem francuskim, zaczęły powstawać państwowe instytucje, mające na celu unormowanie używania nazwy Rioja. W efekcie, w 1925 roku Rioja została pierwszą hiszpańską denominación, w 1970  Denominación de Origen według obecnie używanego systemu, zaś w 1991 – Denominación de Origen Calificada.

Dzisiaj nowoczesność to drugie imię hiszpańskiego winiarstwa. Użycie beczek spowszechniało –  napisy Roble, Crianza, Reserva znajdziemy na butelkach z całego kraju. Ale właśnie w Rioja ta nowoczesność ma swoje początki.

Rządzi czerwień

Przejdźmy zatem do samych win. Rządzi czerwień. Biała Rioja ma zdecydowanie bardziej lokalny zasięg, aczkolwiek w swej klasycznej odsłonie ma nielicznych, lecz zagorzałych zwolenników. Ale o tym później. Różowe wina, czyli Rioja Rosado to raczej świeża odpowiedź na koniunkturę. Bywają niezłe, gastronomicznie użyteczne i doskonale umilają ciepłe wieczory, ale o wielkie uniesienia będzie trudno. Ważne, aby kupować je jak najmłodsze – to nie jest wino do starzenia.

Podstawowym szczepem czerwonym jest tempranillo. Towarzyszą mu garnacha i, w mniejszych ilościach, grazianomazuelo (carignan). Nazwa tempranillo to zdrobnienie od temprano, co po hiszpańsku znaczy „wcześnie”. Faktycznie dojrzewa kilka tygodni wcześniej niż inne odmiany. Elementem niezbędnym każdej etykiety jest informacja o dojrzewaniu wina. I tak joven to wina młode, crianza to minimum rok w beczce i drugi w butelce, reserva – rok w beczce i dwa w butelce, wreszcie gran reserva – dwa lata beczki i trzy szkła. Podane liczby to minima, górnej granicy brak. W przeszłości na porządku dziennym było niewiarygodnie długie (z dzisiejszego punktu widzenia) dojrzewanie. Butelki trafiały na rynek po 15-20 latach od zbiorów. Bodega Marqués de Murrieta dopiero w 1983 roku uznała, że można już wydać swoją Gran Reserva 1942. Dziś takie praktyki zdarzają się coraz rzadziej. Nasza współczesność nie kojarzy się z cierpliwością, a przede wszystkim zmieniły się gusta winiarskie. W tym miejscu warto przejść do następnej kwestii.

Wojna stylistyczna

Rioja, jak wiele innych regionów winiarskich, stała się areną wojny stylistycznej pomiędzy tradycjonalistami a modernistami. Rioja w wydaniu tradycyjnym to wina długo starzone w używanych amerykańskich beczkach i na rynek trafiają wiele lat po zbiorach. Ich miłośnicy szanują je za łagodną strukturę i potrafią wyczuć w nich nuty herbaciano-ziołowe, skórę i cynamon. Moderniści preferują intensywny owoc, obleczony w równie intensywną beczkę (raczej francuską) z typowym aromatem wanilii. Oczywiście każdy musi sam ustalić, który styl mu bardziej odpowiada. W moim odczuciu nowoczesna Rioja jest łatwiejsza w odbiorze (i do kupienia), ale za to bardziej pospolita, mniej odróżnia się od innych tempranillo.

Lokalnie można w sklepach spotkać jeszcze jedną wariację: czerwona Rioja z dopiskiem maceración carbónica, czyli maceracja węglowa. Ta technika winifikacji znana jest na świecie dzięki Beaujolais Nouveau, otrzymujemy dzięki niej zabawne wina o aromacie banana i porzeczki. Warto spróbować, nie przesadzając z ilością. Ciekawostka (purystom doradza się przejście do następnego akapitu): miejscowa ludność lubi spożywać te wino wymieszane z coca-colą i z lodem. Drink ten nosi nazwę Calimocho albo Rioja Libre.

A co z bielą?

Na koniec kilka słów o bieli. Tradycyjna biała Rioja to wina bardzo specyficzne. Mocno utlenione (ciemna barwa), o gęstej strukturze i aromatach ziół, miodu itp. w opozycji do intensywnej kwasowości. Nieco przypominają sherry fino. Mało ludzi rozumie te wina, stąd i podaż skromna. Współczesna biała Rioja jest świeża, owocowa i doskonale sprawdza się w gastronomii, ale rzadko kiedy zostaje w pamięci na dłużej.

Jak widać, różnorodność to słowo klucz do zrozumienia tutejszych win. Szacunek dla tradycji nie zabrania szukania nowych dróg i stylów. Odbiorca tylko na tym zyskuje.

Ruta del Vino

Jeżeli ktoś doczytał do tego miejsca, być może zadaje sobie pytanie, czy warto tam pojechać. Jak najbardziej warto, z kilku co najmniej powodów.

Każdy kto zna Hiszpanię tylko od strony Costa Brava czy Costa Blanca, może być mocno zdziwiony, jak odmienna może być ta kraina. W Rioja nie znajdzie się hoteli all inclusive i innych atrybutów masowej turystyki. Nie przyjeżdża tu młodzież z całej Europy, która dzielnie walczy przez całe wakacje, aby ani na chwilę nie wytrzeźwieć. A co jest? Przede wszystkim cisza i spokój. Sielskie, mało spektakularne krajobrazy koją zmysły. A to dopiero początek.

Region La Rioja, podobnie jak produkowane tu wina, jest miejscem niezwykle różnorodnym. Można tu odwiedzać średniowieczne miasteczka, w których czas się zatrzymał, a chwilę potem przecierać oczy ze zdziwienia na widok ultranowoczesnej architektury. Dobrym przykładem jest hotel Marques de Riscal w Elciego, zbudowany wg projektu Franka Gehry i wyraźnie inspirowany Muzeum Guggenheima w Bilbao, albo Bodegas Ysios. Bodega Casa Primicia w Laguardii to dla odmiany przykład, jak można odrestaurować i uczynić użytecznym średniowieczną budowlę. Rzadko się zdarzają równie odważne, a przy tym udane, zestawienia starego z nowym, natury z dziełem człowieka.

La Rioja to również ciekawy teren dla łasuchów. Tutejsza kuchnia słynie ze swoich wariacji na temat czerwonej fasoli, szparagów, karczochów, grzybów, papryki i dziesiątków innych. Miłośnicy dobrej jagnięciny czy wołowiny też nie będą zawiedzeni. Przewodniki Michelin nie żałują wyróżnień dla lokalnych restauracji.

Jak łatwo się domyślić, region sprzyja uprawianiu enoturystyki. Istnieją tzw. Ruta del Vino, specjalnie wytyczone trasy dla miłośników degustacji „u źródeł”. Lokalni winiarze chętnie otwierają swe bramy dla odwiedzających, wielu z nich bardzo poważnie podchodzi do tematu wzbogacając degustacje opowieścią (nawet po angielsku, co nie jest oczywiste w Hiszpanii), czy dodatkowymi atrakcjami kulinarnymi. Zainteresowanym radzę odwiedzać stronę misjawino.pl – pomysł na eksplorację La Rioja już jest.

Mikołaj Kondrat

fot. Agnieszka Wojtkun