Wysokie temperatury, słońce i wilgotne powietrze sprawiają, że nic się nie chce. W naszym klimacie ten stan nie trwa długo. Tym bardziej możemy go sobie uprzyjemnić orzeźwiającym winem. Jak wybrać to właściwe – podpowiadam w kilku krokach.

  1. Ogólna zasada – zimne. Chociaż oczywista, nie zawsze jest przestrzegana. Wina musujące, białe i różowe powinny być podane zimne. Z czego to pierwsze chłodzi się najbardziej, nawet do 8 stopni Celsjusza. Jeżeli w restauracji czy kawiarni podane wino nie będzie wystarczająco chłodne zaprotestujmy. Temperatura powinna być przestrzegana w tym przypadku tak samo rygorystycznie jak przy podawaniu jedzenia. W domu możemy skorzystać z lodówki, zamrażalnika (nie wolno zostawiać butelki na dłużej – grozi wybuchem!) lub kostek lodu. Tak, jeśli wino jest niezobowiązujące nie ma nic złego w dodaniu do niego lodu – możemy je też pić ze szklanek, co staje się co raz bardziej popularne.

Schłodzone wino

  1. Musujące – od spumante do frizzante. To co orzeźwia w upalne dni to bąbelki i kwasowość. Jedno i drugie spotkamy w winach musujących, nieważne czy będzie to cava, prosecco, szampan, franciacorta czy cremant. Zasada jest jednak taka, że im dłużej starzone wino, im bardziej wyrafinowane, tym mniej będzie się nadawać na prosty ale przyjemny aperitif na spotkaniu ze znajomymi w gorący dzień. Prestiżowe, często rocznikowe, wina musujące, wymagają chwili uwagi, a czasami posiadają intensywny smak, który pasuje raczej do kontemplacji czy jedzenia, a nie do piknikowej atmosfery. Możemy więc pójść w kierunku win spumante, czyli w pełni musujących, jak cava albo frizzante, a więc perlistych, z niską zawartością CO2. Te ostatnie to bardzo popularne tytuły, które nie tylko świetnie smakują ale też nie odstraszają ceną. Można tu wymienić moscato d’asti, lambrusco czy vinho verde, które często lekko musuje. Ale win frizzante jest znacznie więcej. Co ważne, przeważnie mają niską zawartość alkoholu, a jak wiadomo słońce i alkohol nie koniecznie się lubią.

Wino musujące

  1. Różowe – ale jakie? Każdy wie, że różowe wino jest dobre na lato. Ale nie każdy zdaje sobie sprawę z różnorodności wśród tytułów rosé. Przede wszystkim wina różowe mogą być naprawdę ciekawe i nie wszystkie smakują podobnie. Jeżeli szukamy lekkiego, niezbyt wytrawnego wina możemy posiłkować się różami znad Loary – na przykład znaną apelacją rosé d’anjou. Inny region, który należy do klasyki tej kategorii to Prowansja. Choć kojarzy się z cukierkowym, nadmorskim życiem słynie z win raczej wytrawnych. Przykład lokalnej apelacji to côtes de provence – wybierając tak oznaczone różowe wino spodziewajcie się dobrej jakości i wytrawnego smaku. Oprócz tych przykładów znajdziemy mnóstwo rosé w większości regionów winiarskich na świecie. Na gorące dni odradzam te o wysokiej zawartości alkoholu (powyżej 13%). Pamiętajmy też, że różowe wina trzeba pić kiedy są młode.

Wino różowe

  1. Lekkie czerwone – na przykład? No właśnie, niektóre czerwone wina są tak delikatne i owocowe, że można je śmiało podawać schłodzone. Sprawdzą się tu regiony, które nie obfitują w wysokie temperatury i dużą ilość słońca. Świetne mogą być lekkie wina z Piemontu, jak bazowa barbera, proste dolcetto czy delikatna valpolicella z Veneto. Podobnie niektóre pinot noir mogą nieść dużą dawkę orzeźwienia. Wina w tym stylu znajdziemy też na Węgrzech, w Austrii, może nawet w Polsce. Czerwone wina o niskiej zawartości alkoholu i tanin możemy schłodzić w lodówce do 14-16 stopni Celsjusza.

Lekkie wino czerwone

  1. Białe – nie wszystkie! Niektóre białe wina nie należą do najlżejszych i nie będą nadawać się na piknik pod jabłonką. Chodzi głównie o tytuły dojrzewane w beczce, o wysokiej zawartości alkoholu i wyraźnej gęstości, które będą z zasady podawane do tłustego jedzenia. Często w takim stylu występuje chardonnay ale może to być też pinot grigio, verdicchio czy chenin blanc i inne białe wina z cieplejszych regionów. Reasumując, na gorące dni wybierajmy młode, lekkie wina o wyraźnej kwasowości.