Sezon narciarski rozpoczął się na dobre. W górach (zwłaszcza tych wyższych) śniegu nie brakuje. A nawet gdyby brakowało, na narty jedzie się przecież nie tylko dla samego szusowania. Oto kilka naszych propozycji dla narciarzy-winiarzy.

Co kraj, to obyczaj

Każdy podróżnik powie: co kraj, to obyczaj. I choć oczywiście w Austrii panują inne zwyczaje niż na Słowacji, a Francuzi mają inne pomysły na zabawę na stoku niż Włosi, o Niemcach nie wspominając, to generalna zasada wszędzie jest taka sama: po całym dniu szaleństwa na nartach, turyści potrzebują porządnie zjeść, solidnie się rozgrzać i dobrze się napić.

Spora grupa narciarzy wybiera polskie lub słowackie Tatry, w których do picia ciężko zarekomendować coś poza grzanym winem. Jeśli będziemy mieli szczęście, na stoku wypijemy porządne wino, przygotowane na miejscu na bazie czerwonego wina, Jagermeistera, goździków, cynamonu, pomarańczy i cukru trzcinowego. W innym przypadku dostaniemy zaledwie podgrzaną zawartość butelki gotowego grzańca, który wprawdzie rozgrzeje po wielu godzinach na stoku, ale wartości smakowych w nim tyle, co śniegu tej zimy… Dla tych, którzy szusować wybiorą się nieco dalej, mamy znacznie więcej propozycji związanych z winem.

Narty i wino – para idealna

Austriacy stawiają na wina z wysokiej półki. Od początku sezonu są przyznawane specjalne certyfikaty „Genuss-Partner” (info) wybranym hotelom i restauracjom. Warunki otrzymania certyfikatu są bardzo surowe: zaczynając od jakości podawanego wina i szkoleń sommelierskich dla obsługi, po specjalne rodzaje kieliszków.

Winiarskie safari w Dolomitach

Kolejna propozycja to włoskie Dolomity i region Alta Badia. Tamtejsza organizacja turystyczna regularnie organizuje całodniowe warsztaty winiarskie pod hasłem „Wine Ski Safari”. Koszt uczestnictwa w imprezie wynosi 30 euro, w cenie mnóstwo wina i znakomitych włoskich przekąsek w chatach rozlokowanych na stokach. Jedyny minus: po takiej ilości wina na pewno nie należy jeździć na nartach!

Szampan na stoku

Szampan, jak wiadomo, pasuje do wszystkiego, a więc także do nart. We wszystkich szanujących się francuskich kurortach znajdziemy najlepsze szampany. Bąbelki można zamówić oczywiście także w Austrii czy Niemczech, choć podobno luksusowy szampan najlepiej smakuje w malutkich restauracyjkach na stokach szwajcarskiego Zermatt. Z kolei w St. Anton, nazywanym „austriacką Ibizą”, szampana można dostać za darmo w lokalu należącym do byłego narciarskiego mistrza świata Mario Matta. Warunki są dwa: trzeba być seksowną dziewczyną i zdjąć bluzkę. Pozostali za bąbelki muszą płacić, i to słono. Stąd w St. Anton pije się głównie piwo i to w szalonych ilościach, zwłaszcza w Moonserwirt, chyba najbardziej znanej knajpie w austriackich górach.

Lokalne smakują najlepiej

Jednym z najciekawszych aspektów podróżowania po świecie jest próbowanie lokalnej kuchni i wina. Ludziom, którzy jadą do obcego kraju i żywią się w światowych sieciach fast foodowych „bo tak bezpieczniej”, powinno się odbierać paszporty! Na winnym stoku także najlepiej próbować miejscowych win i potraw. Na pewno będą tańsze, najczęściej smaczniejsze, a zawsze – bezpieczniejsze. Spróbujcie powiedzieć francuskiemu góralowi, że macie ochotę na hiszpańskie wino, a w najlepszym razie uda, że nie usłyszał!

*Przypominamy, że nie wolno jeździć na nartach będąc pod wpływem alkoholu!