Mimo że całkowita powierzchnia polskich winnic wynosi zaledwie 1000 ha, występuje u nas duże zróżnicowanie pod względem uprawianych odmian winorośli. Wśród nich najliczniejszą reprezentację mają odmiany hybrydowe, które na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat powstawały licznie w różnych zakątkach świata będąc odpowiedzią na rozmaite potrzeby rozwijającego się winiarstwa.

Polskie odmiany winorośli

Klęska urodzaju

Regent, rondo, johanniter, hibernal, seyval blanc, vidal, leon millot, cabernet cortis, de chaunac, marszałek foch – to tylko niektóre z tych najczęściej spotykanych odmian hybrydowych w Polsce. Widać zatem, że wśród polskich plantatorów powszechnym zjawiskiem jest uprawa wielu odmian winorośli na małej powierzchni. Ma to niewątpliwy potencjał poznawczy i daje dużą przestrzeń do badań. Z drugiej zaś strony zjawisko to niesie ze sobą pewne zagrożenie. Co zrobić bowiem powinien winiarz w sytuacji zaadoptowania się tylko niektórych z nasadzonych szczepów? Czy dalej dywersyfikować produkcję kosztem jakości, czy może zmienić odmiany na nowe, ponieść tym sposobem duże koszty i ponownie oczekiwać na pierwsze zbiory? Taki rozgardiasz jednak dziwić nie powinien. Jesteśmy na wczesnym etapie rozwoju rodzimego winiarstwa i wiele decyzji zostało podjętych na chybił-trafił. Myślę jednak, że nie będzie przesady w przypuszczeniu, że empiria dostarczy winiarzom i konsumentom wniosków, które przełożą się na większy nacisk na sprawdzone odmiany i sposoby wytwarzania.

Co to są hybrydy i skąd się wzięły? 

Hybrydy to inaczej międzygatunkowe mieszańce, czyli odmiany, które powstały z połączenia winorośli właściwej (vitis vinifera) z przedstawicielami innych gatunków – np. winoroślą amurską (vitis amurensis) czy skalną (vitis rupestris) w wyniku świadomej ingerencji człowieka w celu uzyskania odmiany cechującej się pożądanymi właściwościami, takimi jak odporność na niskie temperatury czy podatność na różne choroby. W historię odmian hybrydowych bardzo istotnie wpisał się Instytut Ogrodnictwa i Uprawy Winorośli w Geisenheim – założony w 1872 roku ośrodek badawczy i akademicki, w którym przyszło na świat wiele odmian zarówno szlachetnych (np. muller thurgau, zweigelt), jak i hybrydowych. Na powierzchni 24 hektarów należących do instytutu winnic uprawia się setki eksperymentalnych krzyżówek, klonów i mieszańców w poszukiwaniu tych najlepszych dla wymagających i zimnych regionów. W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć o pierwszej i póki co jedynej chyba polskiej odmianie przerobowej, a mianowicie – jutrzence. Jest to krzyżówka villard blanc z pinot blanc, a wina na bazie tego szczepu mają charakterystyczny aromat mięty. Najłatwiej spotkać ją w południowych regionach polski. Co ciekawe, skład chemiczny moszczu jutrzenki bardziej przypomina ten, który występuje w czerwonych odmianach.

Polskie wina

Nasz solaris narodowy?

To właśnie z tą odmianą wiąże się dzisiaj spore nadzieje i jest ona rzeczywiście powszechnie spotykana w winnicach wszystkich regionów w Polsce. Jest to szczep, który charakteryzuje się dużą odpornością na choroby grzybiczne oraz niskie temperatury i zwykle daje wina lekkie i uniwersalne, o średnio intensywnych aromatach owoców cytrusowych, jabłek, brzoskwiń i nektarynek. Ze względu na naturalną wysoką zawartość cukrów, solaris świetnie nadaje się też do produkcji win o różnym stopniu słodyczy. Choć formalnie odmiana ta klasyfikowana jest jako vitis vinifera i jest stosowana w Niemczech i sporadycznie w północnych Włoszech, to w istocie posiada geny vitis rupestris, które czynią z niej mieszańca. Krewnymi solarisa są też riesling, pinot gris i muskat ottonel. Ze względu na swoje atuty, solaris ma szansę stać się w przyszłości wizytówką polskiego winiarstwa i reprezentatywną białą odmianą. Czy tak rzeczywiście będzie, pokaże czas, ale dotychczasowe próby podejmowane np. w Winnicy Turnau pozwalają z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Winnice w Polsce

Nie zapominajmy o winorośli szlachetnej!

W całym tym optymizmie warto pamiętać o tym, że oblicze światowego przemysłu winiarskiego stanowią w przytłaczającej większości wina z tzw. odmian szlachetnych, a stosowanie odmian hybrydowych jest wręcz zakazane w większości krajów, w których istnieje klasyfikacja jakościowa. Czy to oznacza, że wina ze szczepów hybrydowych są niskiej jakości? Bynajmniej! Często są one jedynym rozwiązaniem dla zapewnienia powtarzalnej produkcji w trudnych warunkach klimatyczno-geologicznych, niemniej są w Polsce miejsca, w których udaje się wytworzyć bardzo przyzwoite wina na bazie odmian międzynarodowych. Do tych o największym potencjale do uprawy w Polsce możemy zaliczyć m.in.:

  • Riesling – odmiana o małych lub średnich gronach żółtozielonej barwy. Stosunkowo odporna na mróz (-23 st.), średnio podatna na mączniaka rzekomego, bardzo podatna na szarą pleśń. Dość popularna w chłodnym klimacie, ale nie uprawia się jej na całym świecie. W Polsce dojrzewa w październiku i daje aromatyczne, lekkie białe wina o dużej kwasowości. Odmiana popularna w regionie zielonogórskim i na Dolnym Śląsku.
  • Pinot gris – burgundzka odmiana o stosunkowo niskiej zawartości kwasów i wysokiej zawartości cukrów, dlatego często spotykana jest w dość chłodnych regionach, choć w Polsce możliwa do uprawy raczej wyłącznie w najcieplejszych winnicach. Wino potrafi pozytywnie zaskoczyć, a swoim stylem przypomina nawet te z Badenii i Alzacji. W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że ten szczep przez lata funkcjonował w Alzacji pod nazwą Tokay.
  • Pinot noir – w Polsce miewa problemy z osiągnięciem satysfakcjonującej dojrzałości, a na dodatek jest bardzo podatny na szarą pleśń, niemniej pod ręką nieco bardziej doświadczonego winiarza potrafi pokazać się z bardzo ciekawej strony zarówno w wersji czerwonej, jak i różowej. Można się doszukać typowych dla tej odmiany aromatów truskawek, poziomek, owoców leśnych, z nutą leśnej ściółki. Udane interpretacje możemy znaleźć np. województwie małopolskim i lubuskim.

Winnice w Polsce

Czy doczekamy się klasyfikacji?

Póki co, polscy producenci wina gronowego, w kwestii doboru odmian do produkcji mogą robić de facto co chcą , a często jedyną instancją przy ocenie potencjału tych win są ich finalni odbiorcy, a więc najczęściej klienci sklepów specjalistycznych. Tak jak winiarzom, wiedzy i doświadczenia w pracy z winem brakuje też pracownikom sektora publicznego, którzy ustalają i kontrolują reguły gry, a także ludziom zajmującym się szeroko rozumianym handlem. Widać jednak, że w Polsce szybko przybywa specjalistów – sommelierów, sprzedawców, restauratorów czy hotelarzy, których potrzebuje stabilnie rozwijający się rynek wina w Polsce, wynoszący na dziś około 2,3 mld zł.  Być może w przyszłości pojawią również pierwsze przepisy określające dozwolone odmiany, co miałoby w domyśle służyć regionalizacji i ochronie nazwy pochodzenia. Popuszczając wodze fantazji możemy sobie wyobrazić nawet quasi-apelacje, które mogłyby pojawić się na etykietach polskich win. Czy wtedy będziemy mogli powiedzieć, że polskie wino jest konkretnie jakieś?  Po części pewnie tak, ale wszystko pokażą dopiero najbliższe lata, a może nawet całe dekady.

Tomasz Macewicz

fot. dzięki uprzejmości Winnogóra – Winnica w Ogrodzie