Podział na Stary i Nowy Świat jest przez ostatnie kilkanaście lat jednym z ważniejszych tematów wśród miłośników wina. Wszyscy wiemy jak sprawnie rozwinęły swoją produkcję i swój marketing takie kraje jak Australia, RPA, Chile czy Argentyna. Wielu winiarzy ze starego kontynentu nie jest zadowolonych z obrotu spraw. Nie tylko mierzą się ze spadkiem lokalnego spożycia, ale też stawiają czoła silnej konkurencji zza oceanu.

Nie jest jednak tajemnicą, że przy swojej sile promocyjnej i często niskich kosztach produkcji Nowy Świat potrafi też przytłaczać monotonią. Często jest ona wyrażona przez nadużywanie nowej beczki, wysoką zawartość alkoholu czy dyskusyjne zabiegi w piwnicy. I choć ostatnie zdanie jest uogólnieniem, z pewnością dotyczy też niejednego producenta z Europy, miło jest spotkać wina nowoświatowe, które oddają charakter miejsca i są wsparte ciekawą historią. Takie tytuły poznajemy odkrywając ofertę rodziny De Martino.

Ciągłe poszukiwania

Chile znane jest ze swojej różnorodności. Na północy znajduje się  najsuchsza na świecie pustynia – Atacama, na południu wieczne lodowce, na zachodzie ocean, na wschodzie góry. Jest tu wiele do zobaczenia, szczególnie dla osób interesujących się winem. Choć stolicą winiarstwa jest Dolina Centralna co raz pojawiają się nowe nasadzenia w mniej znanych, niszowych regionach.

Z poszukiwań siedlisk znani są De Martino. Ich ostatnie działania skupiają  się na dolinie Itata. Jest to zapomniany region, który kiedyś odpowiadał za 70% produkcji chilijskiego wina. Zgodnie z zasadą – „jeden region – jedna odmiana winorośli” De Martino skupiają się tu na uprawie cinsault. Operują w tym miejscu zaledwie 6 ha winnic, z których już wytwarzają ekscytujące różowe i czerwone wino. Itata leży 450 km na południe od stolicy Santiago. To daleko od bezpiecznego dla winorośli regionu centralnego. Ale Sebastian, jeden z braci zarządzających projektami rodziny, zapewnia, że z czasem Chile doceni też te bardziej oddalone północne i południowe obszary. Z pewnością De Martino będzie tu miało swoją rolę  – jedna z linii ich produktów to 374 vineyards – z tylu różnych winnic rozrzuconych po Chile wytwarzali już wino.

Rodzina De Martino

Włoskie korzenie

Jak wiele osób zajmujących się uprawą winorośli i produkcją wina De Martino przybyli do Ameryki Południowej z Europy, dokładnie z Włoch. Tym też tłumaczy Sebastian – urodzony już w Chile – zamiłowanie do gotowania i łączenia wina z jedzeniem. Wina według De Martino mają mieć swoje zastosowanie kulinarne, mają świetnie łączyć się z potrawami. Zapewne jeszcze coś sprawia, że ich wina są nietypowe jak na Nowy Świat. Unikają nowej beczki jak ognia. Dojrzewanie prowadzą w stalowych i betonowych kadziach lub starych, często dużych beczkach. Dzięki temu zbliżają się w aromatach i smakach do ekspresji samego szczepu i terroir, a nie agresywnego charakteru dębu. W pracy skupiają się na winnicy. Choć to zdanie to frazes: bez dobrych winogron nie powstanie dobre wino, zbyt często winiarze o nim zapominają. Dla lepszego zrozumienia zależności, poszanowania miejsca i unikania nadmiernej ingerencji De Martino idą w stronę organicznej uprawy. Jako pierwsi w Chile uzyskali certyfikat „carbon neutral”. Używają rdzennych drożdży, eksperymentują z winami bez siarki, w pozostałych jest jej bardzo mało. Posiadają winnice rozrzucone po kraju, w odległości kilkuset kilometrów od siebie, ale winifikują przewożone nocą owoce tylko w centrali. Dzięki temu są w stanie w pełni nadzorować cały proces, ale też działać w odległych dolinach. Efekty pracy De Martino czuć w winach – te są stonowane i harmonijne, zdecydowanie bardziej złożone niż intensywne.

Wino w Chile

O krok wcześniej

Myśląc o typowych odmianach winorośli, Chile kojarzy się z carménère. Brzmi podejrzanie, ale De Martino mienią się pierwszym eksporterem tego szczepu. W materii sztandarowej, prawie lokalnej odmiany, zrobili dużo, lecz najciekawsze są ich prace z syrah, carignan czy muscat. Wykorzystują siedliska w bliskości chłodnego oceanu do uprawy białych odmian jak sauvignonmuscat. Bliżej kordyliery zbierają owoce z cabernet czy merlot odwołując się do tradycji i gleb Médoc. Ostatnio w polu ich zainteresowania była Gruzja, w której badali temat wykorzystania amfor. Wytwarzają bowiem wino „viejas tinajas”, czyli właśnie fermentowane i dojrzewane w glinianych naczyniach. Może się to wydawać dziwne, ale szereg pionierskich winiarzy na świecie prowadzi takie próby, ograniczając ingerencję w proces fermentacji i wracając do tych dobrych, zapomnianych praktyk. Odwaga w podejmowaniu nowych tematów, ciekawość i doświadczenie, które pozwala mocno stąpać po ziemi sprawiają, że De Martino są jakby o krok przed masą winiarzy, którzy poprzestają na odtwórczości.

Na półce sklepowej

Talent winiarski i sprawny marketing to domena niejednego producenta. Zaletą dopełniającą profil De Martino jest spektrum cenowe, które oferują. Podstawowe wina z linii estate, zatrzymujące i wytworzone z dbałością o szczegół, plasują się na przystępnej półce cenowej. To ważne, bo jak wiemy za pasją i wysoką jakością często idą niebotyczne ceny. Jestem przekonany, że De Martino są wśród najważniejszych producentów, którzy skutecznie pracują nad odrodzeniem chilijskiego winiarstwa.

Jan Czyż