Wyobraźcie sobie typowy angielski pub. Grupa facetów siedzi przy stole, zanosząc się śmiechem. Podchodzicie bliżej. Okazuje się, że nie trzymają w rękach ciężkich kufli, ale kieliszki różowego wina. Niemożliwe? A jednak takie rzeczy już się dzieją. Tego lata róż przestaje być kolorem kojarzonym tylko z płcią piękną.

rose_brose_różowa rewolucja

Głośno jest ostatnio w światowych mediach o nowym trendzie, który zyskał miano „brosé”. „Brosé” to mini-rewolucja, która przywraca różowym winom miejsce w męskim świecie. Mężczyźni z brodami lub bez, na plaży lub w barze, chętnie robią sobie zdjęcia z kieliszkiem rosé, po czym wrzucają je na Instagrama lub Twittera. Powstał w tym celu nawet specjalny hashtag #brosé, którym opatrzono już tysiące fotek.

Trend zwęszyli już marketerzy. Jedna z sieci handlowych w Irlandii pyta w swoich reklamach „Brosé czy brosecco?”. Także restauratorzy na Wyspach i w USA zauważyli wśród męskiej klienteli skokowy wzrost zainteresowania różem, szczególnie francuskim.

Piwo wśród win

Skąd taka zmiana? Moda na wino sprawiła, że wiele osób preferujących inne trunki poszukiwało furtki, przez którą mogliby wejść do winnego świata. Okazało się, że fani piw znaleźli ją tam, gdzie nikt by się tego nie spodziewał: w różu. Jeśli się nad tym zastanowić, cóż wyda się lepszym ekwiwalentem piwa niż schłodzona szklaneczka różu, który ma w sobie i rześkość, i wyrazistość, i trochę tanin.

Drugi powód jest taki, że wina różowe zyskały w ostatnich latach na jakości. Wcześniej traktowane przez winiarzy po macoszemu, stały się dla wielu z nich oczkiem w głowie. W ślad za tym w górę poszybowały ich ceny. Topowe etykiety z południa Francji potrafią już kosztować tyle co bardzo dobre burgundy. To oznacza, że picie różu w upalne dni przestało być tylko przyjemnością, stało się dla wielu wyznacznikiem statusu społecznego.

rose_brose_różowa rewolucja

Stąd już blisko do kolejnego źródła fenomenu brosé. Otóż piciu różu zaczyna towarzyszyć rozkoszna, ponadwiekowa nuta dekadencji. Z jednej strony staje się kojarzony ze zbytkiem, a z drugiej trafia w sedno zmurszałej kultury, która podzieliła świat wina według płci – paniom różowe, panom czerwone, najlepiej z szorstką taniną.

Wreszcie róż, który przez dziesięciolecia kojarzył się z niewyszukaną przyjemnością, nadał się idealnie na emblemat nowej mody na wino, podobnie jak robotnicze dzielnice stają się dzisiaj przestrzenią nowoczesnego designu. Ta świeżość sprawiła, że w przypadku win różowych chętniej eksperymentuje się z kształtem butelki, etykietą, traktuje się je mniej konserwatywnie. To z kolei zachęca wielu ludzi do rozpoczęcia przygody z winem właśnie od kieliszka wypełnionego różem.

Przyszłość w różowym kolorze

Nic dziwnego, że już co dziesiąte wino sprzedawane na świecie jest różowe. W ciągu ostatniej dekady ich konsumpcja zwiększyła się o 15%, przy czym we Francji – aż o 50%. Kiedy wiele regionów winiarskich przeżywa stagnację, kolebka różu, Prowansja, rozkwita jak jej pola na wiosnę, niesiona globalnym sukcesem swojego głównego towaru eksportowego.

Jakiś związek z tym sukcesem musi mieć to, że róż jest kolorem optymistów, a patrzenie na świat przez wypełniony nim kieliszek ma wiele wspólnego z oglądaniem go przez różowe okulary. Nie jest pewnie przypadkiem, że optymiści z reguły lubią także lato i dobre, lekkie jedzenie, które idealnie komponują się z rosé.

rose_brose_różowa rewolucja

Na koniec ktoś może spytać, jak te trendy mają się do naszego podwórka. Otóż mają się i to bardzo! Ostatnie roczniki pokazują, że róż jest w awangardzie jakościowego skoku polskich win. Wielu rodzimych winiarzy osiąga najlepsze rezultaty właśnie w tej kategorii. Teraz czas tylko na to, by moment dziejowy zwietrzyli jawni i skryci fani win różowych. Może przydałby się u nas jakiś odpowiednik brosé? Co powiecie na różolucję?

rose_brose_różowa rewolucja