Darmowa dostawa zamówień powyżej 300 zł
Mapa europejskich win jest naszpikowana wulkanami jak dobry, szwajcarski ser dziurami. Najczęściej są to obszary, które lata sejsmicznej świetności mają za sobą, a ich odległym wspomnieniem jest bogate w minerały podłoże. Są jednak ciągle miejsca, gdzie wina robi się na tykającej bombie. Jednym z nich są Pola Flegrejskie, gdzie winorośl rośnie beztrosko nad podziemnym morzem bulgoczącej lawy.
Region ten zwany z włoska Campi Flegrei to tzw. superwulkan leżący na zachód od Wezuwiusza. W przeciwieństwie do bardziej znanego sąsiada wykazuje dużo większa aktywność i, mimo że z wierzchu nie wydaje się tak spektakularny, skrywa pod ziemią ogromną komorę magmową, która każdego roku powiększa się jak wielka bańka. Dlatego niektórzy naukowcy widzą w nim zarzewie nadciągającej katastrofy.
To, co budzi niepokój sejsmologów, nie odstrasza jednak turystów, którzy niespiesznym krokiem zwiedzają niezwykły, magmowy krajobraz Campi Flegrei, pobliskiego półwyspu Amalfi oraz Capri i Ischii. To jeden z najbardziej bajkowych zakątków Europy, gdzie prócz uroków pejzażu, można cieszyć się także doskonałą, neapolitańską kuchnią.
Nie mogło tam oczywiście zabraknąć także wyjątkowych win. Już greccy kolonizatorzy zauważyli, że wulkaniczne podłoże jest dla winorośli prawdziwym błogosławieństwem. Kiedy przed ponad stu laty epidemia filoksery dziesiątkowała winnice Europy, flegrejski pył i tuf wulkaniczny skutecznie odstraszały niechcianego przybysza z Ameryki. Dlatego do dzisiaj, w przeciwieństwie do większości europejskich krzewów winorośli szczepionych na tzw. podkładce amerykańskiej, te z Pól Flegrejskich ciągle cieszą się własnymi korzeniami.
Falanghina i czerwone nóżki
Niekwestionowaną królową regionu jest falanghina. To biała odmiana, która wspólnie z greco, fiano i aglianico jest obecnie bohaterem boomu na wina z Kampanii. Niegdyś zachwycające Rzymian i władców Italii, dziś zasłużenie pną się w górę w rankingu najciekawszych win Włoch.
Falanghina przywędrowała do Campi Flegrei wraz z greckimi pionierami winiarstwa. Przyjemny, słomkowy kolor, pełen owocu i kwiatów aromat i rześki, ananasowy smak sprawiły, że wyrosła na sztandarową odmianę regionu. Jeśli ktoś tęskni za latem, to w falanghinie odnajdzie kwintesencję kampańskiego słońca, prostoty i nastroju.
Lokalna czerwień to przede wszystkim odmiana piedirosso, co oznacza „czerwone nóżki”. Nazwa wzięła się od szypułek tej winorośli, które przypominają czerwone nóżki gołębi (trudno nie docenić skojarzeniowej kreatywność Włochów). Odmiana daje wyraziste, dobrze zbudowane wina z gładkimi taninami, nutą korzenną i aromatem wiśni, śliwek i owoców lasu.
Obydwa szczepy doskonale czują się w towarzystwie typowej kampańskiej kuchni. Świeżość, a jednocześnie cielistość falanghiny predestynują ją do połączeń z rybami i owocami morza. Soczyste i zasobne w kwasowść piedirosso to z kolei sprawdzony kompan do włoskich dań na bazie pomidorów i mięsa. Nie wiadomo, co na to sejsmolodzy, ale przy takich kompozycjach mało kto myśli o eksplozji innej niż aromatyczna.
Autor prowadzi bloga: www.enoeno.pl
Sławomir Sochaj
Pisze o winie wplątanym w małe i duże historie, trendy rynkowe i związki z jedzeniem. Zaczynał od bloga Enoeno.pl, dzisiaj związany z Winicjatywą i Fermentem. Ma wrodzony problem z winiarską monogamią. To porzuci Hiszpanię dla Włoch, to zakocha się w niej znowu, by później i tak notorycznie zdradzać ją z Niemcami, Węgrami i Portugalią.