Dołącz do WinoGrono i kupuj do 40% taniej
Czyli siedem letnich grzeszków, których nawet najlepsze wino Ci nie wybaczy – i jak się z nich elegancko wyspowiadać.

Latem wszystko smakuje lepiej: truskawki, lody pistacjowe, pomidory, a już na pewno – wino. Pijemy je częściej, lżej i bardziej spontanicznie. Jednak w tej beztrosce, również kryją się pewne pułapki, bo nie każda butelka przeżyje spotkanie z plażą, grillem i zamrażarką bez szwanku.
Zebraliśmy dla Was siedem najczęstszych letnich winnych wykroczeń, które wszyscy popełniamy – czasem z niewiedzy, czasem z lenistwa, a czasem… no cóż, po drugim kieliszku. Na szczęście każdy z tych grzechów można łatwo odkupić.
Wino na stole, stół na tarasie, słońce w zenicie – kadr idealny. Klik, Instagram się cieszy. Problem w tym, że Twoje rosé nie lubi być gwiazdą sesji zdjęciowej w pełnym słońcu. Po kilku minutach jego świeżość znika, kwasowość siada, a zamiast rześkiego różu masz coś w rodzaju letniej zupy truskawkowo-poziomkowej…
Traktuj butelkę jak ulubione lody: niech siedzi w cieniu albo chłodzi się w wiaderku z lodem, albo użyj w tym celu schładzacza do wina. A jeśli robisz zdjęcia – rób je szybko. Dla dobra wina oczywiście.
Wciąż pokutuje mit, że czerwonego się nie chłodzi. No bo przecież „temperatura pokojowa”, prawda? Tylko że nikt nie doprecyzował, że chodziło o pokój w XVIII-wiecznym francuskim zamku, a nie o nagrzany samochód w lipcu.
Czerwone wino po dwóch godzinach w bagażniku w 30-stopniowym upale… to już nie jest wino. To opary nostalgii po winie.
Latem nawet czerwone powinno trafić do lodówki – przynajmniej na 20 minut przed podaniem. Włosi, hiszpanie, francuzi schładzają lekkie wina czerwone wręcz do 12–14°C – i nie wyglądają, jakby mieli z tym problem. My też nie powinniśmy. Zawsze lepiej aby wino było ciut za zimne niż zdecydowanie za ciepłe.
Ktoś przyniósł butelkę, ktoś inny plastikowe kubki. Wydawałoby się, że brak szkła nie przeszkadza – przecież liczy się nastrój! No właśnie… tylko, że wino też ma swoje potrzeby. Aromatyczne, lekkie białe czy różowe w plastiku tracą całą swoją magię – zapach się nie rozwija, smak staje się nijaki, spłaszczony. Aromaty? Znikają, a cała przyjemność gdzieś ucieka bokiem. I nagle nawet najlepsze sauvignon zaczyna smakować jak lemoniada z kartonu.
Najlepiej byłoby umieścić w koszu piknikowym kilka kieliszków turystycznych „na stałe” np. ze szkła, albo mniej spotykane – metalowe. To byłoby rozwiązanie doskonałe. Jeśli jednak wolicie nieco lżejsze rozwiązania, możecie postawić na kieliszki z grubego plastiku (tak, są takie, które nie są obciachowe i nie reagują z winem i wyglądają niemal jak ich szklane odpowiedniki). Byle nie plastikowy kubek, serio!
Otworzyłeś wino we wtorek, wypiłeś dwa kieliszki, odłożyłeś. W czwartek wracasz do niego z myślą „jeszcze dobre”. No cóż… może i nie wybuchnie a Ciebie nie rozboli brzuch, ale jego najlepsze dni już minęły. Tlen zrobił swoje – utlenienie, utrata aromatu, kwaśna nuta. Nie o to chodziło, prawda?
Zainwestuj w korek próżniowy – kosztuje niewiele a przedłuża życie wina o kilka dni. Albo przelej resztę do mniejszej butelki, żeby ograniczyć kontakt z powietrzem. I trzymaj w lodówce. Nawet czerwone.
To miała być szybka akcja: wrzucasz butelkę do zamrażarki „na 10 minut”, tylko tyle. Ale wtedy dzwoni telefon, ktoś wrzuca śmiesznego mema, robisz sałatkę… i po godzinie masz prosecco w wersji lodowej. Korek wystrzelony, szkło zmrożone, smak – dramatycznie zamazany.
Ustaw minutnik. To naprawdę najprostsza metoda. Albo jeszcze lepiej – użyj wiaderka z lodem i wodą z odrobiną soli (sól przyspiesza chłodzenie!). Bez ryzyka, bez eksplozji, bez wyrzutów sumienia.
Lato sprzyja koktajlom – sangria, tinto de verano, spritz. Świetnie! Ale są tacy, którzy w przypływie kreatywności zaczynają mieszać dobre, wytrawne wino z colą, lemoniadą, lodami czy sokiem mango z kartonu. A przecież to wino też miało marzenia, które właśnie zabiłeś.
Jeśli masz ochotę na miks – użyj prostego, taniego wina. Takiego, które nie cierpi, gdy trafia do dzbanka z owocami. Te droższe i bardziej złożone zostaw na spokojny wieczór i czysty kieliszek.
Jasne, nikt nie chce pić ciepłego wina latem. Ale druga skrajność – wino tak zimne, że zamarzają zmysły – też nie jest dobra. Wina białe i musujące po schłodzeniu do 2°C tracą aromat, smak się „zamyka”, a to, co miało być przyjemne, staje się… nijakie.
Zasada złotego środka:
Musujące – ok. 4–6°C
Białe i różowe – 4–10°C
Lekkie czerwone – 12–16°C
To temperatury, które dają winu szansę pokazać się z najlepszej strony. A Tobie – cieszyć się smakiem, nie tylko chłodem.
My też nie jesteśmy święci. Też kiedyś piliśmy chardonnay z plastikowego kubka przy ognisku. Też trzymaliśmy czerwone w torbie plażowej obok kremu do opalania. Ale człowiek się uczy – zwłaszcza, gdy zrozumie, jak niewiele trzeba, żeby wino smakowało lepiej, a nie tylko „działało”.
Niech to lato będzie winne – ale mądrze. I smacznie.
Bo dobrze schłodzone vinho verde w cieniu drzew to nie luksus – to styl życia.
Przemysław Jurycki
Jego pasją są wszystkie rzeczy, które nabierają wartości wraz z upływem czasu. W towarzystwie epokowych bibelotów komunikuje się z magicznym światem wina. Absolwent Stosunków Międzynarodowych, oraz wieloletni specjalista sektora e-commerce. W wolnym czasie przenosi się w mechaniczny świat czasomierzy.