Skrzynkę wina temu, kto w ślepym teście wskaże wino wyprodukowane przez kobietę. Drugą, dla tej/tego, któremu uda się pogodzić płeć z typem wina. Kto wino pija nie z przypadku, ten zgodzi się pewnie z tym, że nie ma ono płci. Pomińmy wina… bezpłciowe. Czy Sir Winston Churchill deklarowałby dozgonną wierność szampanom Pol Roger, gdyby nie przyjaźń z przepiękną Odette Pol-Roger?

dona-maria_2

Kobiety niosą rewolucyjne sztandary od czasów Madame Clicquot czy Josephine Marlin Tychson. Ta ostatnia byłaby dumna ze swojego dziedzictwa. W słynnym teście Judgement of Paris z 1976 roku aż dwa wina z Freemark Abbey Winery pokonały francuską elitę. Nie dość, że zza Wielkiej Wody, to jeszcze robione według historycznych wskazówek kobiety! Silniejsze niż bat prohibicji, dziedziczki wielkich domów winiarskich, zarządzające najznamienitszymi chateau; ręka w rękę ze swoimi mężami i ojcami, kobiety coraz bardziej zaznaczają swoją obecność wszędzie tam, gdzie uprawiana jest winna latorośl. Stanowią o nowej sile napędowej świata zdominowanego dotąd przez mężczyzn._MG_6966

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów jest Orna Chillag, wykształcona we Włoszech, izraelska enolożka, członkini prestiżowej Le Donne del Vino Association – organizacji promującej kobiety w biznesie winiarskim. Odznaczona rycerskim tytułem Castellana, nadawanym kobietom zasłużonym w winiarstwie i w walce o prawa kobiet na świecie. Kobieta-enolog, z własną winnicą na wzgórzach Galileii? W kraju koszernych win? O, tak!orna2

Przez ciasno utkane grządki zbieranych ręcznie winogron, ugniatanie winogron bosymi stopami, wprawną obsługę stołów sortowniczych, droga kobiet wiedzie na czerwony dywan największych konkursów i na łamy najbardziej poczytnych periodyków winiarskich. Płeć piękna powoduje, że wina pięknieją.

Czas więc raz na zawsze rozprawić się z jednym z największych mitów, w które obrosło wino. Do walki stają w jednym narożniku stereotypy i uprzedzenia. Naprzeciw – otwartość i nieskrępowana radość z wina.

W pigułce, wygląda to tak:

    • Z jednej strony, wina „męskie“ – pełne, taniczne, złożone, z wyraźną nutą beczkową. Najlepszym wyborem będą tu cabernet sauvignon z Izraela lub z lewego brzegu Żyrondy, pikantne shiraz w wersji solo z RPA lub syrah z Doliny Rodanu wsparty mourvedre i grenache, malbec z Argentyny – najlepiej klasy reserva, i jedynie słuszne nebbiolo drzemiące w piemonckim Barolo.
    • Na drugiej flance, wina „kobiece“ – zwiewne, skreślone subtelną kreską, co najwyżej delikatnie muśnięte pocałunkiem beczki, pachnące świeżo skoszoną trawą, zielonym jabłuszkiem, gruszką, różą, świeżo utartymi ziołami. Z ukochanymi bąbelkami i z małą zawartością alkoholu. Zawsze sprawdzą się nowozelandzkie sauvignon i przebojowy riesling z delikatnym cukrem resztkowym z Marlborough, południowoafrykański chenin blanc, austriacki gewurztraminer lub modne i zawsze na czasie bąbelki z Valdobbiadene.
    • Co pośrodku? Czerwone vinho verde, którego nie da się wypić, jeśli w naszych żyłach nie płynie portugalska krew? Może jakieś przyjazne wino w kolorze magenty, z krainy kwitnącej lawendy? Różowa franciacorta, na co dzień i od święta? Chinon czy raczej pinot z Otago?

A może złamać winiarskie gender i wyzwolić się z tych konwenansów? Według amerykańskich naukowców, kobiety będą coraz częściej sięgały po emblematy męskości – również przy wyborze alkoholi. Zanim więc, kochane Panie, przepalicie sobie gardła mateczką siwuchą lub utopioną w coli whisky, pomyślcie o tym, czego napiłybyście się wspólnie ze swoimi mężczyznami. Zamiast kompromisów, zdajmy się na zmysłowość i ulotność chwili, do której wino dopisze swoją melodię.

Poszalejmy: niech zatańczy w nas wszystkich najpiękniejsza z kobiet – Fantazja.

Adam Śmieżewski