Czy to oznacza, że inną porą już nie? Nic podobnego, ale ja wróciłem stamtąd parę dni temu i jestem pod dużym wrażeniem. Pusto. Cicho. Zmysłowo.

Capcanes

Niskie krzewy o grubych, wieloletnich pniach ledwie wypuszczają wątłe listki, ale wina powstałe z tych krzewów parę lat wcześniej czekają na chętnych. Można skupić się nad ich urodą bez zgiełku turystów. W ich pokrzywionych bruzdach kryją się lata biedy tego regionu. W małej wioseczce Capcanes pięć rodzin zakłada kooperatywę. Jest 1930 r. Łączą siły by oprzeć się ponurej rzeczywistości. Ten pomysł po blisko 100 latach da doskonale prosperującą spółdzielnię, która zrzesza dziś 100 winoogrodników i 220 ha winnic. Samotnie żaden z nich nie dałby rady. Siła w jedności. Osobliwym kompanem staje się gmina żydowska, która ma w wytwórni swoje korytarze, piwnice i tanki fermentacyjne, opieczętowane i otwarte tylko parę razy w roku dla ortodoksyjnych Żydów, którzy tworzą tu wino koszerne. Robią tylko 5% całej produkcji, ale znaczenie marketingowe jest olbrzymie. Winu ten związek hiszpańskich katolików z Żydami też zdaje się nie przeszkadzać.

W kolekcji, którą degustuję kolejno stoją koło siebie i uzupełniają bogactwem bukietów i smaków wydobytych z dobrych owoców poddanych długiej, blisko dwumiesięcznej maceracji. Podłoże winnic jest różne. Od piaszczystego, przez skalisto-kamienne na rdzawej glinie kończąc. To daje winu spore różnice. Można tu uczyć się wpływu terroir na jakość i trwałość wina. Z odmian winorośli króluje tu garnacha. Popularna na świecie odmiana, odporna na suszę, dająca ekstraktywny sok z niewielkimi taninami. Lubi, jak uprawiający ją rolnicy, towarzystwo innych szczepów, które wzbogacają ją barwą i garbnikami. W Montsancie i Prioracie wspierana jest przez cabernet sauvignon i cariñeno, czasem też i syrah. Eduard, który oprowadza mnie po bodedze Capcanes częstuje mnie białą garnachą, doskonałym winem w stylu shery. Razem z pinot noir to nowe produkty Bodegi Capcanes. Z pewnością będę o nie zabiegał.

Montsant i otulony nim Priorat leżą w Katalonii. W wioskach i małych miasteczkach ta przynależność jest manifestowana wolnościowymi hasłami i flagami regionu, który zapragnął osobnego bytowania. Szczęśliwie na krzewach nie robi to wrażenia. Zdają się pobłażliwie patrzeć na ludzi, którym dobrobyt odbiera rozum. One pamiętają gorsze czasy. Przetrwały je dla naszej przyjemności. Może warto się z tego ucieszyć?

Marek Kondrat

fot. M. Kondrat i Celler de Capcanes