Hollywood, Dolina Krzemowa, kraina słońca, ojczyzna dzieci-kwiatów, opiewana w piosenkach i filmach. Złoty stan, Kalifornia! Znajdziemy tu długowieczne i eleganckie cabernety oraz maślane chardonnay, pełne owocowej słodyczy zinfandele, potężne petite sirah, ale też wyrafinowane pinot noir i wiele innych ciekawostek. Ekskluzywne winiarnie w Napa, uprawy w półpustynnym klimacie, górskie winnice leżące ponad chmurami. Małe, rodzinne winiarnie i gigantyczne, międzynarodowe holdingi. A to i tak nie wszystko! 

Kalifornia z punktu widzenia winiarskiego, mogłaby stanowić odrębny, ogromny i różnorodny kraj winiarski. I statystycznie, byłaby czwartym co do wielkości produkcji krajem świata – po Włoszech, Francji i Hiszpanii.

Historia dalsza i bliższa

Winiarska historia Kalifornii zaczyna się w końcówce XVIII w., kiedy to pierwszych nasadzeń dokonują hiszpańscy franciszkanie, w San Diego. Sławna Napa i Sonoma na mapach winiarskich pojawi się dopiero sto lat później. Stabilny rozwój winiarstwa będzie potem utrudniony przez zarazę filoksery, wprowadzenie prohibicji i II wojnę światową. Na międzynarodowe wody, wina kalifornijskie wypłyną pod koniec lat 60. ubiegłego wieku. Punktem zwrotnym dla kalifornijskich winiarzy będzie wydarzenie z 24 maja 1976, znane jako Degustacja Paryska.

Tego dnia na zaproszenie brytyjskiego kupca i edukatora winiarskiego, Stevena Spuriera, grono znamienitych  francuskich krytyków, sommelierów i winiarzy  porównuje ze sobą i ocenia śmietankę czerwonych win z Bordeaux (m.in. Château Mouton-Rothschild i Château Haut-Brion) oraz białych burgundów z winami z najlepszych, acz wciąż bardzo młodych i (jeszcze) nieznanych kalifornijskich winnic z Napa Valley. Degustacja przebiega w ciemno, oceniający używają 20 punktowej skali i nie wiedzą jakie wina próbują. Nikt nie spodziewa się innego scenariusza, jak dominacji czerwonych „bordosów” i białych burgundów nad kalifornijskimi cabernetami i chardonnay. Rzeczywistość przerasta fantazję najśmielszych optymistów zza wielkiej wody, a arkusze ocen francuskich speców wskazują na amerykański triumf. I mimo że francuskie gazety dopiero po pół roku podają lakoniczną informację o tym wydarzeniu, to za sprawą Time’a wieści idą w świat. Na bazie degustacji powstają filmy, książki a także prace naukowe. Degustatorzy drapią się po głowach z niedowierzania, paryski światek winiarski obraża się na Spurier’a, a Kalifornijczycy dostają wiatru w żagle. Jest w tym wydarzeniu także i polski wątek: najlepsze czerwone wino degustacji – Stag’s Leap Wine Cellars Cabernet Sauvignon – wyszło z rąk Warrena Winiarskiego, pochodzącego z rodziny polskich imigrantów.

Obecnie Kalifornia ma do zaproponowania coś dla każdego, zarówno stylistycznie, jak i cenowo. Gros produkcji to tanie butelki, wytwarzane w wielomilionowej ilości, eksportowane do wszystkich supermarketów na całym świecie. Na początku drogi winiarskiej mogą się podobać, ale bardziej zaawansowani amatorzy wina nie znajdą w nich ekscytacji.

Na drugim biegunie znajdują się topowe posiadłości: Screaming Eagle, Harlan Estate, Stags Leap Wine Cellar, których wina cenowo nie odbiegają od czołówki Grand Cru Classé z Bordeaux. Na szczęście, nie musimy wydawać na butelkę wina równowartości średniej płacy krajowej. Bardzo dużo ciekawych trunków jest też po środku.

Szczepy i apelacje

W Kalifornii jest aż 139 AVA (American Viticultural Area), czyli amerykańskich odpowiedników europejskich apelacji kontrolowanego pochodzenia. By wino mogło być zaklasyfikowane do konkretnego AVA, 85% winogron musi pochodzić z jego obszaru. Jeśli producent podaje szczep na etykiecie, to dopuszcza się użycie do 25% winogron innego szczepu. I choć regulacje prawne są dużo bardziej ogólne i lżejsze niż w Europie, to system ten daje jako takie rozeznanie geograficzne i pozwala wybrać interesujący nas styl wina.

Kalifornia zasłynęła winami na bazie cabernet i chardonnay. I oba szczepy wciąż zajmują pierwsze miejsca pod względem powierzchni upraw w Kalifornii. Najlepsze cabernet pochodzą z regionu North Coast, a dokładniej z Napa Valley (60 km na północ od San Francisco). Poranne mgły i chmury znad zatoki San Pablo temperują tutaj gorące, kalifornijskie słońce i pozwalają dojrzewać winogronom w sposób bardziej harmonijny, z zachowaniem dobrej świeżości. Wulkaniczne pochodzenie gleb w Napa również odciska swoje pozytywne piętno na tutejszych winach – zyskują one nieco mineralności i ziemistości. Najlepsze powstają w mniejszych sub-apelacjach, takich jak Rutherford, Oakville, St. Helena i wymagają dłuższego dojrzewania w butelce. Co ciekawe, w Napa znajdują się również posiadłości kilku znanych domów szampańskich – jak chociażby Taittinger czy Mumm. Odtwarzają styl króla win musujących ze swojej ojczyzny, ale ciężko szukać ich na europejskich półkach.

Mapa winiarska Kalifornii

Prawie po sąsiedzku jest drugi bardzo ważny region – Sonoma. Chłodniejszy od Napa, oferuje po trochu wszystkiego. Dobre cabernety (lżejsze i tańsze niż w Napa), lubiący chłodniejszy klimat pinot noir, mniej beczkowe chardonnay czy wyważony zinfandel.

Po południowej stronie zatoki San Francisco rozciąga się obszar Central Coast AVA. Jest tutaj wielu eksperymentatorów, to również kolebka najnowszych kalifornijskich trendów winiarskich. Region Paso Robles to najszybciej rozwijające się winiarsko miejsce w całej Kalifornii, z gorącym klimatem dzikiego zachodu (latem średnie temperatury sięgają 40oC). Tutejsze wina oferują sporo ciała, alkoholu, krągłe taniny i dużo słodyczy dojrzałego owocu (odmiana zinfandel). Jeśli ktoś lubi lżejsze wina, zwłaszcza z odmiany pinot noir, to warto pobłądzić po tutejszych bezdrożach. To właśnie tutaj, a dokładniej w Sta. Rita, będącej południową granicą regionu, rozgrywa się akcja znanego „winiarskiego” hitu pt. „Sideways”.

Zwolennikom odmiany syrah polecić można okolice Santa Barbara – znaleźć tu można zarówno lżejszy, bardziej korzenno- tytoniowy styl tej odmiany (Santa Maria AVA), jak i pełne, dojrzałe, gładkie wina (Ballard Canyon AVA).

Warto, zwłaszcza zimową porą, zrobić małą wycieczkę do tego zachodniego stanu. Z kieliszkiem cabernet, pinot noir lub zinfandela (co kto lubi) zagłębić się w muzyczną lekturę – „California Dreaming” The Mamas & the Papas, to klasyk. Może jedna z lekkich melodii Beach Boys lub coś bardziej na ostro – Red Hot Chilli Peppers? Również, co kto lubi, po kalifornijsku.

Marcin Witek